Demoniczni liderzy – sekty regresing i NLP


Straszliwi demoniczni liderzy sekty regresing i NLP

Współcześni nawiedzeni uważający się bezpodstawnie za uduchowionych często są zwani terminem “duchowiacy” (od ‚duchowi maniacy’), a cechą ich jest, że udają iż widzą wszędzie tylko dobro i pozytywne energie. Tak twierdzą amerykańskie płytkie doktryny pozytywnego myślenia, a oni w nie bezkrytycznie wierzą. Problem w tym że oni tego nie czują i nie rozumieją, oni tylko uwierzyli “intelektualnie” w tę ideę, i próbują zakłamać nią rzeczywistość. Świat pokazuje im podłość, ale oni wmawiają sobie że to dobro. Świat pluje im w oczy, a oni twierdzą że to deszcz pada. Jest wielka różnica między człowiekiem który tę ideę odczuwa i rozumie, a tym który w nią uwierzył tylko intelektualnie. Człowiek który czuje i rozumie, angażuje do poznawczego skoku podświadomość, a ten który wierzy, tylko umysł świadomy i to przy słabo rozwiniętej świadomości – a to znacznie za mało. Jeśli podświadomość boi się pająka, komara bądź małej dżdżownicy, na nic logika i fakty. Umysł świadomy wie że są niegroźne, ale to nic nie zmienia – strach istnieje nadal, paraliżuje każdy ruch i myśl na samo wspomnienie pająka. Jeśli świadomość i podświadomość mają inne zdanie, to wygra zawsze bokser wagi ciężkiej – podświadomość. Świadomość to tylko mistrz karate na playstation, wobec potęgi ludzkiego niższego Ja i zbiorowej nieświadomości.

Niebezpieczne sekty

Niebezpieczne sekty

Najbardziej wierzą w pozytywne myślenie i tylko dobro osoby o płytkich umysłach, o słabo rozwiniętej świadomości, takie, u których reakcje podświadome wyraźnie dominują, co można określić mianem dusz niemowlęcych i młodych. Dusze im są bowiem starsze wyedukowane doświadczeniem poprzez wiele wcieleń, tym są bardziej odporne na płytką demagogię rodem z njuejdżowej Ameryki, głębiej czują i rozumieją, a na końcowym etapie szybko dociekają Prawdy i nie dają sobą manipulować z pomocą płytkich ideologii tandetnego rodzaju. Stare dusze są w archetypie mędrców i dlatego nie nabierają się ani na tandetne ideologie mentalistów, dobroćków od pozytywnego myślenia, ateistów czy urojonych i absurdalnych dogmatów chrześcijańskich teologów o charakterze skompromitowanego przez stulecia bełkotu. Tylko małe dziecko uwierzy, że lalka jest żywą istotą, tylko młoda, niedorozwinięta świadomość uwierzy, że sama myśl jest rzeczywistością, kiedy to zaledwie wstępny szkic czegoś, czego w rzeczywistości jeszcze nie ma nawet jako projektu. 

Strzała zabagnionej miłości

Im gorzej się czują, tym więcej tak zwanych “strzał miłości” wysyłają wierząc święcie, że ona do nich wróci. Wraca, a jakże, ale miłość ta jest tak żenująco niskiej jakości, że jej odbiorcy dostają konwulsji. Wystarczy wejść na przeciętne forum “duchowe”, by doznać silnego wrażenia przebywania w zakładzie psychiatrycznym. Ludzie wypisują totalne idiotyzmy, nie chcą słuchać dobrych nauczycieli ani mistrzów duchowych, a przy tym wzajemnie się ranią, a gdy ktoś mówi o swoim bólu, jest to bagatelizowane i ukazywane jako zasada słynnego już lustra – jeśli ja Cię zeszmaciłem a Ty czujesz ból, to Ty jesteś ten zły, bo gdyby nie było w Ciebie zadry, ja jako obcy człowiek nigdy bym jej nie poruszył. Czyli kat jest niewinny a ofiara zawsze winna; nic nowego pod słońcem u barbarzyńskiego prymitywu, ale nie powinno się to nazywać rozwój duchowy, a energetyczna restauracja dla psychosadystów. I gdyby tak przywalić pięścią w zęby jakiemuś zidiocającemu ludziom mózgi mędrkowi bajającemu o lustrze, zaraz by się rozwrzeszczał na całą okolicę – ratunku, biją, napadają! Nic nie wspomni o lustrze, ponieważ lustro to taka idiotyczna i zabawna bajka dla naiwniaków, którzy nie mają pojęcia jak działają podświadome mechanizmy, nieświadomość czy egregor. Gdy on niszczy, to oczywiście wina jego ofiar, bo lustro to w rzeczywistości taka osłona dla najgorszego i najbardziej bandyckiego prymitywu psychicznego, żeby inni go nie przejrzeli. Lustro służy głównie sprytnym psychomanipulantkom do zwodzenia i oszukiwania naiwnych klientów. Gdy psychomanipulanta w odwecie niszczą, to także wina ofiar. To szalenie wygodne podejście do manipulowania ludźmi naiwnymi na dłuższy czas. Lustro to także bardzo głęboka idea, i na pewno nie tak prosta jak przedstawiają to ezoterycy – amatorzy, ale takie prawdziwe lustro pojawia się rzadko, tylko pomiędzy wysoko urzeczywistnionym mistrzem o wielkiej czystości i jego bliskimi uczniami. W jodze i tantrze lustro jest atrybutem bóstw nieba, bogiń i bogów, z rzadka postaci deifikowanych, zatem w grupach terapeutycznych z dodatkiem szczypty niby duchowości – nie ma o czym rozmawiać. Są tylko wzajemne podświadome reakcje i przeciwreakcje wynikłe ze złożonych przejść osobistych czyli uwarunkowań z tego życia, dawnych wcieleń i rodzinnych wzorców funkcjonowania nawarstwionych od pokoleń. 

Odbytem na pal

Prawdziwi mistrzowie i dobrzy terapeuci z dużym doświadczeniem chcą wbijać na pal każdego, kto przeciętnym frustratom zaleca wysyłanie miłości światu i ludzkości lub wszystkim stworzeniom. Oni nie znają miłości, w rodzinie nigdy jej nie doznali i kojarzą ją z prezentami, komplementami i podnieceniem seksualnym – z niczym więcej. Wymieszane jest to także z mitami o rzekomo szlachetnym i “duchowznoszącym” cierpieniu, w efekcie czego mamy obrzydliwą breję czegoś niskiego i lepkiego, dla tych co więcej czują wręcz obrzydliwego. I tę truciznę adept pseudo duchowości wysyła rodzinie, znajomym w pracy i poza nią – a później wyciąga ostatnie pieniądze, idzie do samozwańczego lidera czy pseudoterapeuty by zapytać dlaczego dostał po mordzie zamiast podwyżki. Nie powinno się do tych niedorobionych czirliderów i czirliderek używać nawet słów takich jak mistrz czy guru, bo to obraza majestatu tego, czym wedle wschodnich pojęć jest mistrz, arhat, guru czy awatar. Lider njuejdżowy radzi – wysyłaj więcej miłości. A tu trzeba natychmiast zakazać mu wysyłania “miłości” póki ma jeszcze wszystkie zęby i chodzi cało, bo jeszcze jeden taki ‚pożyteczny inaczej’ lider idiota, a uwierzymy że to gang stomatologów opłaca pseudo duchowych liderów, by zachęcali do tej jakże często bolesnej przesyłki. Wysyłanie miłości (agape, preman) to bardzo zaawansowana praktyka duchowa, ponieważ zakłada że ją masz i to w nadmiarze, a owa miłość, to nie breja kojarzona z seksem, komplementami oszustów matrymonialnych i tandetnymi prezentami na rocznicę zapoznania w łóżku.

Sekty w Internecie

Sekty w Internecie

Pokażcie mi teraz tych nadmiarowców – gdzie widzicie ich, czy czujecie lekkość, radosną bryzę boskiej energii o liliowym czy różowo-fioletowym kolorze. Czirliderzy pseudo duchowości tylko mówią o miłości, a tak naprawdę jej wcale nie mają, a ich życia to jedno wielkie niespełnienie seksualne i antymiłosne. Jak można wysłać coś, czego się nie ma, co nie działa w czyimś życiu? Jeśli nie masz miłości, w tej pustce nie ma próżni, coś musi być, a najczęściej to poczucie niepełnienia, złość, strach, zawiść, frustracja, itd. To właśnie wysyłają innym ludziom owi pseudo liderzy, czirliderzy na wzór amerykański produkowani za tysiące dolarów w przeciągu kilku tandetnych kursów niskiej jakości. Jeden na tysiąc miewa czasem jakieś tam umiejętności ekstrasensoryczne, więc dość szybko otoczenie go gnoi i terroryzuje, same nie wiedząc dlaczego. Ot, po prostu czują na widok takiego adepta pseudo duchowości i teoretyka miłości obrzydzenie i nienawiść. Nie wiedzą skąd – ale podświadomość zalewana ohydztwem które adept bierze za miłość wie to doskonale, i w taki sposób reaguje, chociaż najmłodsze i zarazem najgłupsze dusze dają się nabierać przez wiele lat. Jeden, drugi i trzeci pohamuje się odczuwając nienawiść do adepta, powstrzyma manifestację swych uczuć w świecie realnym – ale kolejny da w mordę. I płacz, i załamywanie rąk, i groźne pomruki wobec Boga. Podstawą rozwoju duchowego jest bowiem wieloletni solidny i regularny trening oczyszczania pod kierunkiem dobrego nauczyciela czy mistrza (guru, arhata), a tych jest bardzo mało, jak na lekarstwo, nawet na Wschodzie, w Indii, coraz trudniej o prawdziwego guru, mistrza duchowego czy chociażby dobrego nauczyciela. Na poradnictwo w życiu duchowym nie ma też co liczyć w kościołach chrześcijańskich, tam nie ma go już praktycznie wcale, chociaż demagogów teologicznych umiejących odmieniać zwrot „duchowość chrześcijańska” przez przypadki jest sporo, ale to też są naciągacze i oszuści. 

Czirliderzy i ich ofiary

Duchowiacy – duchowi maniacy, są tylko dwie kategorie tych ludzi. Jest njuejdżowy lider i wyznawcy zamerykanizowanej pseudo duchowej tandety, do których zaliczamy także prawe i lewe ręce czirlidera, często wymienialne po oskubaniu do żywej kości. Wyznawcy podziwiają lidera, a częściej biuściastą liderkę i jej bioderka, i łudzą się, że to co naucza lider da im ten sam rodzaj charyzmy. Powiedzmy sobie szczerze – niemal każda osoba w roli czirlidera, któay emanuje bardzo silną energią, ma w sobie lub przy sobie diabelskiego pomocnika, daimona jak mawiali starożytni grecy. Jak wiadomo, rzadko kiedy, chociaż się to zdarza, spotykamy dobrego demona. Ta energia nie jest jego, nie jest wytworzona przez rozszerzenie aury, emanującą miłość, wyzwolony umysł pełen światła oświecenia. To jest energia znacznie wyższa niż ludzka – ale na pewno nie pochodzi od naszego Wyższego Ja (po wschodniemu: Atmana). Kiedyś byłem na regresingu u Leszka Żądło. Był to czas gdy krótko acz intensywnie fascynowałem się nim i jego książkami, których dziś nie polecam z racji kiepskiego pióra i kłamliwego stylu pisania na tematy życia wewnętrznego. Przygaszone światła, mamroczący, powykręcani ludzie na ziemi – hiperwentylacja wykorzystywana by prostymi instrukcjami regresera (3, 2, 1, przypominasz sobie kiedy pierwszy raz spotkałeś się z …) zrobić coś ze swoim problemem. Energia która tam była, to jak się wydawało coś nie z tej ziemi, tyle, że fajna energia robi się zawsze, nawet jak się kilku znajomych przy piwie spotka i w sumie nie jest w tym nic nadzwyczajnego. Niezwykle przyjemna, taka ciepła, intymna – właśnie intymna jak pragnienia seksualne regreserów do co ładniejszych kobiet przychodzących na regresing. Sam Leszek Żądło w swej niemoralności wymienił starą żonę na znacznie młodszy rocznik, niczym kierowca stary samochód na nowy, co obrazuje totalną niemoralność regresingu u samego źródła.

W trakcie medytacji (wtedy praktykowałem ją już wiele lat) zobaczyłem obraz Leszka Żądło jako króla z diademem na czole; on sam zresztą lubi mówić że był kiedyś władcą Atlantydy, i kiedy ludzie mu to potwierdzają, jest niezwykle zadowolony. Był niemal władcą świata, teraz tylko czirliderem – milionerem pseudo duchowości skubiącym stado naiwnych baranków. Fajnie przyjaźnić się z władcą świata, nieprawdaż, to przecież mocno dowartościowuje, wzmacnia samoocenę – tyle, że Atlantyda, a szczególnie jej źli władcy, to było mroczne imperium złych tytatów, mroczna władza demonów, sił ciemności, imperium reptiliańskie, jak się to współcześnie często nazywa. Atlantydą rządziły strzygi, demony i upadłe anioły – oto prawdziwy obraz pięknie wyglądającego tyrana z Atlantydy. Hitler na tronie Europy w królewskim płaszczu i z uśmiechem na ustach też by ładnie wyglądał, podobnie jak okrutnik Kaligula. Na tych odradzających się władców z Atlantydy trzeba uważać, gdyż to byli ci demoniczni, mroczni i barbarzyńscy kapłani-władcy dzierżący trzy rodzaje władzy nad ludźmi: duchowną, sądową i polityczną – zatem są najplugawszymi despotami i zbereźnikami jakich nosiła ta ziemia, chociaż wydaje się, że wyglądają całkiem porządnie. Wtedy uważałem wizję Leszka Żądło jako władcy Atlantydy za znak jego niemalże oświecenia, a na pewno przebudzenia. Ta emanacja wysokiej energii obliczona w ERD-ach zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Byłem tak samo naiwny jak reszta ludzi zagubionych, którzy coś wyniosłego i pięknego choć demonicznego biorą za dobro. A przecież w naturze atrakcyjność jest zawsze niebezpieczna, jest używana do skuszenia ofiary. Atrakcyjność nie oznacza dobra, i przeważnie nią nie jest. Natura daje atrakcyjność w jakimś określonym celu – drapieżnikowi. Chcesz lepiej polować to musisz być atrakcyjny, bo i po co ganiać ofiarę jak sama może do Ciebie przyjść? Jednostki demoniczne wewnętrznie są takie atrakcyjne i pożądane przez wiele kategorii osób…

Chamski oświecony czy prymitywny nieudacznik

Z czasem pojawiły się niepokojące pytania. Jeśli Leszek Żądło jest przebudzony – wedle jego skali ERD 0 – 36, gdzie zero to minerał a 36 oświecenie Buddy, jemu wyszło że ma 35 z hakiem – dlaczego jego niektóre wpisy na forum są zwykłym prymitywnie energetycznym atakiem, dlaczego człowiek na rzekomo tak wysokim poziomie zniża się do prymitywnej agresji, zwykłych, prostackich działań? Gdy zacząłem zadawać pytania, czirlider z Atlantydy robił się coraz bardziej wkurzony, aż się demonicznie spienił. W końcu mnie wywalili ze swojego forum, przedtem bardzo niemile traktując, okłamując i wymyślając histeryczne doraźne bajki na mój temat. Jeden z jego pseudo duchowych adeptów twierdził wręcz, że jestem opętany złem. Swoje uwagi opakowywał w bardzo niemiły ton, co niemalże oświeconemu bardzo się podobało. Czy zrobiłem coś złego, obrażałem – ależ skąd, po prostu zadawałem pytania. Ciągle mi nie pasowało, że tak miła energia którą odbierałem (rzekoma wyższa jaźń) potrzebuje pisać ludziom tak agresywne, obrażające ich komentarze. Sugerowanie ludziom opętań (i branie kasy za ich usuwanie), chorób, i cała wielka masa rzeczy które powodują w człowieku poczucie bólu. Dodajmy że ów pseudo mistrz duchowy (po indyjsku takich oszustów zwie się ‚banguru’ – bandycki mistrz, ang. bad lider) jest znany z nienaturalnego wręcz skąpstwa. Kiedyś doświadczyłem iskry Boskości, i doskonale wyczuwałem, że to co prezentuje Leszek Żądło, z tą mocą boską nie ma nic wspólnego. Niemniej jest to bardzo wyniosła – wysoka energia – ale nie z Boskiego Źródła, nie od Boga (Brahmana). Bóg nie potrzebuje dowalać ludziom, chodzić za nimi po forum i szydzić z nich. To domena nastolatków, początkujących czirliderów i oszustów walczących z tymi, którzy ich demaskują w prymitywny sposób, a nie prawdziwych guru – starszych doświadczonych dusz, istot pełnych mądrości, bodhisattwów pełnych współczującego miłosierdzia.

Leszka Żądło charyzma to nie efekt duchowego rozwoju (chociaż pewne wglądy ma, ale niebyt głębokie) tylko daimonowy pomocnik, którego w naszym kręgu kulturowym nazywa się biesem, a na wschodzie demonem, duchem opętującym, towarzyszem (karin). Jak zwał tak zwał – opisuje go Awiessałom Podwodnyj jako krokodyla, czyli istotę stworzoną z astralnego ciała subtelnego które okupuje. Działa w ten sposób że poprzez nosiciela któremu zwykle nie szkodzi atakuje innych ludzi, dziurawi i rani ich ciała subtelne ściągając w ten sposób z nich energię życiową. Mała część energii idzie do nosiciela sprawiając że odczuwa się go jako niezwykle mocnego energetycznie, a większość w górę, do demonicznego krokodyla, czyli uberbiesa, demona reptiliańskiego. Stąd cała siła, energia, poczucie wyluzowania, radosne traktowanie pochlastanych energetycznie ludzi – a przecież on jest dla ludzi na których pasożytuje taki miły, dużo mówi o Bogu, używa pozytywnych słów, medytuje. Zastanów się przez chwilę, po co Boskiej istocie taka agresja, po co to całe działanie zwalczające na forach wszelką konkurencję (nawet wyimaginowaną), sprawiające że ludzie czują się jak poszatkowani maszynką do mięsa, skąd tyle nieprzytomnych, po prostu prymitywnie głupich ludzi w bliskim otoczeniu Leszka Żądło?

Sekta regresing

Sekta regresing

Bywałem świadkiem piramidalnych głupot, a to już typowy psychiatryk – gdzie główny terapeuta Leszka (pogryziony na kilku poziomach, i to konkretnie) oskarżał mnie że nie ma przeze mnie mieszkania i innych dóbr materialnych – takiej psychotycznej gadziej furii dostawał. Ciągle go pytałem, jak to możliwe że doradza ludziom w sprawach prosperity, a sam mieszka z rodzicami mając wtedy około 35 lat i nie mając nawet żadnej większej gotówki. To nic złego nie mieć mieszkania, ale jeśli ktoś chce je mieć, naucza jak je mieć – i go nie ma, sprawa wydaje się mocno śmierdząca, a przynajmniej podejrzana. Dlaczego nie miał mieszkania – ponieważ moje pytania go energetycznie zaatakowały. Ale ja pytałem od paru miesięcy, a mieszkanie ów czirlider pseudo terapeuta wizualizował od kilku lat – jak więc możliwe by zaszkodziły mu moje pytania. Ano możliwe, cofnęło się w czasie, jak widać jest logiczne jak cholera. Inny czirlider ze stajni Leszka Żądło latał na dywanach, zaś adminka forum onanizowała się myślą że w poprzednich inkarnacjach była wąsatym kapitanem statku. Kolejny wyznawca praw miłości, czytając mój tekst w którym pisałem nie tak jakby chciał o regresingu, a to pseudo terapia opatentowana przez Leszka reptiliańskim symbolem R w kółeczku wyraził swoje oburzenie i żal że mi kiedyś pomógł. Wyobraźcie sobie – miałem kiedyś problemy prawne, więc facet zadzwonił do mnie (na stacjonarny) i poradził mi jak napisać list do sądu. Kilka lat później oficjalnie bardzo żałował swojej pomocy dal mnie. To są skutki terapii regresingiem, to jest ta rzekoma miłość, uwolnienie, wysoka energia i oświecenie, bo dla mnie wygląda to na totalne zamknięcie świadomości przed światłem i wzrostem duchowym czyli na chorą sektę z chorym od opętania przez istotę gadzią (reptilca) liderem. Warto pamiętać, że wszystkie pseudo duchowe i pseudo rozwojowe tak zwane autorskie kursy oznaczone znaczkami R w kółeczku czy TM pochodzą od Reptilian – od demonicznych istot gadzich, od mrocznych bestii typu Tytanic Master (TM). Prawdziwy rozwój duchowy i jego metody nie może być nijak opatentowany, gdyż opiera się na odwiecznej wiedzy i praktykach tradycyjnie uprawianych od tysięcy lat, a nie na wymysłach ograniczonych umysłowo pseudoautorów, których świadomość jest zawężona przez opętujące biesy, daimony, kariny i inne złe duchy. Radzę starannie omijać wszelkie, zwykle amerykańskie z pochodzenia kursy i treningi sygnowane diabelskimi symbolami R oraz TM. 

Charyzma reptilca to wabienie ofiary 

Angielskie słowo cheer (czir) oznacza dosłownie osładzanie, opromienienie, opromieniowanie, pocieszanie, nastrój, zachętę, a także dopingowanie i wiwatowanie oraz obfite jedzenie, zatem cheerleader to taki boss, który tworzy pewną uroczą charyzmę w celu zamaskowania swoich gangsterskich celów. Boss gangu pseudo duchowego lubi też dobre żarcie zamiast uduchawiającej ascezy i pokuty oraz młode cycate blondyny-ruchawki (takie apetyczne) zamiast wiernej starej żony. Energia, charyzma i urok jest po to, by ludzie otwierali gęby ze zdziwienia i uwielbienia dla swojego czirlidera czy cycatej czirliderki. Tak działa bies, roztaczając wokół siebie aurę niezwykłości i seksualnej urokliwości pod płaszczykiem nośnego hasła miłości. Gdy tak się stanie, bies wyrywa z ciał subtelnych naiwnych fanów energię, a cheerleader/ka pieniądze o które tylko chodzi. Działają w teamie, i można wątpić by Leszek Żądło miał świadomość tego co się tak naprawdę dzieje, gdyż reptilce sprytnie maskują swoją zwodzicielską działalność udając Wyższą Jaźń ofiary. Kiedyś Leszek Żądło pisał że jest już prawie całkiem oczyszczony, jednak czasem się tylko wkurza. Właśnie o to chodzi, o to co odczuwa jako wkurzenie, jest tak naprawdę poranieniem duchowym innego człowieka – nawet przez internet (liczy się intencja i uczucia a nie odległość) i transferem energii. Leszek Żądło rani wszystkich dobrych mistrzów, guru, bodhisattwów, nauczycieli duchowych z rzeczywistą wiedzą, praktyką i dorobkiem, rani i znieważa całe wielkie wspólnoty autentycznej duchowości. Tak działają biesy reptiliańskie, strzygi, upadłe anioły, demony…

Jest zabawa, luz, fajne samopoczucie – odczuwane jest to jako efekt praktyki duchowej. Tymczasem setki fanów Leszka Żądło którzy także praktykują, mają nerwicę, są odleciani od rzeczywistości, w życiu im się nie udaje, ciągle i ciągle coś jest nie tak, cierpią stany psychotyczne, bo reptiliański demon czuwający nad regresingiem nie dba o ich dobro, tylko żywi się energią witalną będąc dobrze zamaskowanym pasożytem. Praktycznie żaden z uczniów Leszka Żądło nie osiągnął sukcesu finansowego, mimo że od lat nad nim pracują. Ograniczeń nie ma – tymczasem od lat poprawy finansowej także nie ma, co wydaje się dziwne. Oprócz naiwnych prostych ćwiczeń podebranych z rebirthingu i amerykańskich płytkich kursów prosperity – trzeba mieć jeszcze wiedzę o karmie i realną duchową moc przemienia ludzkich dusz w kierunku anielskim i boskim. A tego krokodylopodobnej istocie gadziej brakuje i co więcej nigdy nie będzie dysponować boską mocą, która dla pasożytów, wampirów, strzyg, upadłych dusz – jest zwyczajnie zamknięta przez Boga i niebiosa.

Tak samo jest zresztą Mateuszem Grzesiakiem od coachingowej pseudorealizacji. Jego energia wprost paraliżuje ludzi, ale nie jest to jego zasługa – tylko biesa, podobnego reptiliańskiego gadziego stworka wpiętego w ciało astralne nosiciela. Jego fani także chcą być tacy silni, tacy przebojowi, więc biorą od niego lekcje NLP za grube pieniądze. NLP uważam nawet za fajną wiedzą – chociaż nie na wszystko Ci pomoże, sam się na to nabrałem tracąc dwa i pół tysiąca złotych polskich – warto ją mieć – ale nigdy w życiu nie da Ci takiego powera jaki ma Leszek i Mateusz. Zapomnij o tym, gdyż prawdziwego powera czyli dającą niezwykłe wrażenie wysokiej i mocnej energii daje Ci tylko bies, demon, a normalnie nazywa się to zespołem maniakalnym. Ależ dobroczyńca z takiego biesa, niestety, dba tylko o swojego nosiciela i to wcale nie gorliwie, a w życiu jak to w życiu za darmo jest najczęściej ser w pułapce na myszy. Dopóki bies je energię życiową i finansową ludzi, jest fajnie. Z czasem potrzebuje coraz więcej energii, a fani z czasem zaczynają kojarzyć odczucie bólu z liderem duchowym”, po czym uciekają gdzie pieprz rośnie od czirlidera, który kompletnie nie rozumie czego oni od niego chcą. On/a czuje luz i rozbawienie, oni ból, on nie wie co oni czują, zwłaszcza że bies szepcze “oni są głupi, nieduchowi, pewnie chcą Ci dokuczyć i wymyślają jakieś bzdury, czepiają się”. Fanów mniej, zapotrzebowanie na energię większe, reptiliański bies, istota gadzia, strzyga, demoniczna potwora – tymczasem sączy różne myśli i odczucia, odbierane przez nosiciela jako swoje własne wglądy “duchowe” i kontakt z własną Wyższą Jaźnią. Gdy kończy się jedzenie, rozsierdzony bies szarpie ciało subtelne nosiciela, masakrując je i na poziomie fizycznym doprowadzając do ciężkich chorób psychicznych, a ogólnie do podejrzliwości, nieufności i braku miłości. I nie ma jak się uwolnić, ponieważ uwolnienie oznacza zrozumienie co się nawyprawiało innym ludziom, a to ciężkie, niezwykle bolesne karmiczne zobowiązania, w tym powtórki demonicznych dusz liderów njuejdż rodem z Atlantydy czy Lemurii.

Samo uczenie innych ludzi technik sprawnego wciskania wszelkiej maści towaru na zasadzie byle sprzedać, a nie ważne co, to moda rodem z amerykańskiego satanizmu i lucyferycznych szkół czarnej magii. Strategie marketingowe wciskające kicz naiwnym klientom, byle kupili jakiekolwiek gówno, bylem zarobił/a – zostały już dawno zdemaskowane jako aktywność biesów, aktywność szkodliwa społecznie, gdyż opiera się na sztuce przekonywania i mamienia, a nie na rzeczywistych walorach i zaletach produktu. Z takiego punktu, działalność osobników coachujących pokroju Mateusza Grzesiaka to współudział w szkoleniu gangów oszustów ekonomicznych, a mamienie miłością i relacjami komunikacyjnymi to szkolenie oszustów matrymonialnych, którzy nauczą się jedynie oszukiwać i udawać kochających czy subtelnych. Zły los z czasem dopadnie takich cwaniaczków żerujących na tym, że inni chcą coś poudawać i są skłonni za to zapłacić, a kolejne żywoty w biedzie, nędzy i kamieniołomach będą służyły spłacie zaciągniętego nauką oszukiwania okropnego długu karmicznego u tysięcy tych oszukanych przez osoby wyuczone przez takiego Mateusza Grzesiaka.

Uwolnienie z sekty

Uwolnienie z sekty

Oczywiście nie są to jedyne osoby ze środowisk tak zwanych psychotronicznych tworzące grupy sekciarskie czy sektopodobne. W samej warszawie siedzi kilkanaście takich osób o mentalności uwikłanej w jaszczurze podpięcie, a przykładem jest chociażby Maria Sobolewska „Astromaria” czy Jan Witold Suliga, który własnego uzależnienia od demona nie zauważa, ale wmawia wszystkim na około, że są jakoby duchowo uzależnienie. To jest zachowanie pijaka, który narąbany gorzałką bredzi, że wszyscy wokół są pijani. bo mu się ich obraz chwieje i zanika. Grupy sektopodobne bazują na tej fałszywej, nadymanej przez istotę opętującą charyzmie osobistej, nie chcą zwykle mieć związku z żadnymi autentycznymi duchowymi szkołami, tradycjami, liniami przekazów sukcesyjnych z mistrza na ucznia, awatarami, guru, prorokami ze świętych pism, a nawet wyraziście oczerniają i potępiają wszystkie takie boskie oznaki prawdziwej duchowości, zupełnie tak, jakby tylko ich błaznujący i wygadujący androny czirlider istniał i nikt inny nie miał związku z boskością. Bies czy jak kto woli demon tak właśnie urabia nosiciela robiącego za lidera i otaczające go towarzystwo wzajemnej adoracji oraz ciemnoty.

Jeśli kiedyś od kogoś, od kogokolwiek poczujesz niesamowitą wręcz charyzmę, pastorską obezwładniającą charyzmę, po prostu uciekaj. To gra wstępna modliszki przed śmiertelną kopulacją. Nie masz szans na walkę z nosicielem, bo on w zasadzie jest tylko ofiarą – i nie wie co wyprawia. Winę ponosi, ponieważ jego pragnienie wielkości, ważności, mocy i towarzysząca im nieuczciwość zaprosiły biesa do biesiady. Osobnik o chorobliwie silnym władczym ja został bezwzględnie wykorzystany przez reptilskiego demona żerującego z astralnego poziomu, chociaż i sam wiele skorzystał. Tych charyzmatycznych oszustów poznać po tym, że nie mają i nie chcą mieć żadnego ziemskiego mistrza ani nauczyciela duchowego ponad sobą, są takimi samozwańczymi liderami, nie należą do żadnej szkoły duchowej ani wspólnoty, a jedynie tworzą swoją własną grupkę w celach wyłącznie zarobkowych i dla żerowania na energii witalnej klientów. Jedyne ich prosperity to zarobek na prowadzonych zajęciach oraz zbójeckie tantiemy za wynajem owego R w kółeczku i TM innym na zasadzie franczyzny czy opłaty licencyjnej. Tyle, że uczniowie prawdziwej szkoły duchowego rozwoju nie płacą opłat licencyjnych za to, że mogą praktykować i uczyć medytowania, a co najwyżej za salę zajęć oraz jedzenie i pewne koszta własne, które zawsze mogą być jak najniższe. Trening rozwoju duchowego nie jest czymś na czym można się dorabiać, chociaż demony reptiliańskie, istoty gadzie, złe duchy opętujące, takie krokodylopodobne stworki robiąc za „wyższe jaźnie” swoich nosicieli tak sugerują, aby z duchowości zrobić komercyjny biznes. Nawet współcześnie, w skomercjalizowanym świecie zachodu istnieją formy prawne, które przeznaczone są dla działalności na polu rozwoju duchowego i nie są to formy firm czy spółek biznesowych, a formy stowarzyszeń, fundacji czy zrzeszeń oraz związków wyznaniowych. gabinet rozwoju duchowego z opłatami za usługi i podatkami od usług to jest satanistyczne oszustwo i skorumpowanie duchowości, wielkie szambo pełne gówna i nic więcej. 

Zło bez kary a widzenie mędrca

Z kolei ateiści i “realiści” śmieją się z naiwniaków, wykazując niezbite fakty – świat ten pełen jest wojen, bestialstwa, zła i cierpienia. Jak więc patrzeć na świat, by widzieć prawdę w pełnym jej majestacie? Spójrzmy prawdzie prosto w zielone oczy – kaci gestapowscy wyrywający paznokcie AKowcom i ALowcom kończą życie w spokoju, luksusie i dobrobycie. Ich ofiary walczące o wolność Ojczyzny konały w mękach, a ich rodziny były gnojone przez cały okres hitleryzmu i wiele lat po upadku Trzeciej Rzeszy. Gdzie tu sprawiedliwość, a nie starczy miejsca, bo lista oprawców kończących wesołe, dostatnie życie jest zbyt wielka. Lista ofiar, ludzi uczciwych i prawych którzy konają w nędzy i powszechnej nienawiści, także jest zbyt wielka. Jak więc patrzeć na świat, gdzie nic nie jest takie proste jak w sloganach pseudo duchowości z demonicznej Kalifornii, która jest ostoją mafijnej przestępczości, narkomanii, prostytucji, handlu ludźmi, pedofilii i zniewolenie ekonomicznego. Człowiek składa się z trzech cudownych systemów. Podświadomość (pamięć, emocje, skojarzenia, wzorce) świadomość (fakty, logika) – to jest poziom świata, poziom niższy – oraz coś nazywane Wyższym Ja, Boskością, czyli najwyższy poziom na który można się wspiąć.

Gdy kroczę przez ten świat, wiem że ludzie mnie otaczający mają w sobie coś absolutnie pięknego, wspaniałego, mają w sobie Boskość w pełnej krasie. Zanim jednak podżyruję im kredyt, zacznę być całkowicie ufny licząc na ich miłość, akceptację i dobroć, muszę uświadomić sobie także drugą część składową człowieka – niższe jaźnie, a więc świadomość i podświadomość. W świecie materialnym rządzą właśnie one, i mogą być to umysłowości mordercze, zabójcze, obrzydliwe w myślach, czynach, żądzach i zapachu. Gdy widzę człowieka, oddaję myślowy hołd Bogu w nim, ale jestem niezwykle ostrożny wobec jego umysłu i astralnej psychiki. Gdy widzę swego czytelnika, mam wielki szacunek wobec jego Boskiej natury, ale nie ufam absolutnie jego umysłowi.

Oczywiście, zdarzają się jeszcze gorsi i jeszcze bardziej prymitywni przywódcy sekt. Sąd w Nowosybirsku skazał w 2013 roku na 11 lat pozbawienia wolności przywódcę sekty oskarżonego o dopuszczanie się seksualnych gwałtów na swoich wyznawcach i handel narkotykami. Większość członków sekty Konstantina Rudniewa stanowiły naiwne młode kobiety z problemami osobistymi. Samozwańczy przywódca sekty Konstantin Rudniew pod pozorem i szyldem nauczania zachodniej tantry urządzał brutalne orgie seksualne z udziałem nieletnich i sprzedawał kręcone przez siebie filmy pornograficzne z udziałem „zahipnotyzowanych wyznawców” – podał rzecznik sądu. Konstantin Rudniew regularnie poddawał ich też społecznej izolacji i praniu mózgu.

„Większość członków sekty stanowiły kobiety w wieku od 18 do 40 lat, które borykały się z problemami w życiu prywatnym lub były skłócone z rodzicami. Doktryna Rudniewa polegała na zanegowaniu tradycyjnych wartości i norm moralnych na rzecz burdelowych związków seksualnych w grupie. Podkreślano w niej zwłaszcza negatywną rolę jego matki jako głównego źródła wszelkiego nieszczęścia” – powiedziała w telewizji NTV Marina Kinżałowa z zespołu śledczego. Pod koniec lat 90-tych XX wieku sekta liczyła około 10 tysięcy członków, obecnie eksperci oceniają ich liczbę na 30 tysięcy. Miała oddziały w 18 regionach Rosji, m.in. w Moskwie i Petersburgu, a także w Polsce oraz Francji, skąd zboczone osoby oferujące seks pod szyldem tantry werbują naiwnych na swoje seks-seanse nie mające nic wspólnego z rozwojem duchowym. Proces samozwańczego biskupa nowej tantry, Konstantina Rudniewa zaczął się w lipcu 2011 roku. „Biskup” został aresztowany w 2010 roku w domu, w którym przebywał w towarzystwie 38 członków sekty, z których większość stanowiły młode kobiety poszukiwane przez rodziny. Wcześniejsze próby skazania go – w latach 1999, 2004 i 2008 – nie powiodły się, ponieważ jego wyznawcy nie chcieli przeciw niemu zeznawać.” 

Sesja regresingowa

Sesja regresingowa jest to atak psychiczny regresera przeprowadzającego sesję na kliencie mający na celu:

1. Doprowadzenie pacjenta do dezorientacji psychicznej czyli wmówienie pacjentowi, że jest chory, że powinien często korzystać z kosztownych sesji regresingowych.

2. Wmówienie pacjentowi, że był krzywdzony, przykładowo przez rodzinę, mające na celu pozbawienie potem pomocy przez najbliższych – wtedy pacjent jest zdany na regresera i sektę Leszka Żądło która jest skupiona wokół regresingu, gdzie potem z takim pacjentem zdezorientowanym wykonuje się inne sesje mające na celu wyciągnięcie z pacjenta dóbr materialnych – albowiem za wszystkie rzekome uzdrawianie się płaci.

3. Doprowadzenie pacjenta do stanu dezorientowania psychicznego, który nie pozwala normalnie funkcjonować w społeczeństwie – pacjent w miarę stosowania innych zabiegów działających na psychikę odciągnięty od rodziny którą atakuje za rzekome krzywdy chociażby w dzieciństwie, bo taką teorię mu sekta wpoiła poprzez sesję i afirmacje, które pacjent miał codziennie powtarzać. Tak doprowadzony pacjent do takiego stanu jest lojalny i podporządkowany sekcie Leszka Żądło. Wszystkie pieniądze wydaje na sesje i warsztaty, kupowanie przedmiotów rzekomo uzdrawiających od sekty.

4. Doprowadzenie pacjenta do lojalności i postępowania wzorując się na czirliderze, np. nie posiadanie dzieci bo lider gangu/sekty nie posiada. Rozwody – rozbicie rodziny – bo lider Leszek tak ma, to tak trzeba, i tym podobnie. Osoby przeprowadzające regresing to osoby skupione wokół sekty regresingu, które nie posiadają żadnych kwalifikacji – może to być regreser, co nawet nie skończył szkoły podstawowej – otrzymał przyzwolenie od Leszka Żądło i niby rzekomo zrobił kurs i płaci swojemu gang bossowi za prowadzenie gabinetu regresera i przeprowadzanie sesji.

5. W przypadku gdy dany pacjent nie ma już dochodu i nie ma za co płacić odrzuca się go pod pretekstem, że jest opętany, chory psychicznie. Najczęściej takie osoby potrzebują pomocy psychologicznej i często leczenia aby powrócić do stabilizacji psychicznej, która w wyniku afirmacji regresingu (uwsteczniania, cofania w rozwoju) i innych czynności ataków na psychikę stosowanych przez tą sektę. Regreserzy działają nielegalnie nie wydają żadnych potwierdzeń udziału w sesjach po to aby potem zaprzeczyć uczestnictwu klienta w pseudo terapii. Wiele osób poważnie się doprowadza do stanu takiego, że potem musi być leczenie w zamkniętych zakładach psychiatrycznych.

———–

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Demoniczni liderzy – sekty regresing i NLP”

  1. Changemate Says:

    https://progress4u.wordpress.com/2015/03/31/prokrastynacja/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: