Waldemar Majkutewicz – troll ze Szczecina co udaje jasnowidza


Udaje jasnowidza i uzdrowiciela ale nie ma pojęcia o tym w czym oszukuje

Z uporem maniaka lub schizofrenika twierdzi, że potrafi uzdrawiać na odległość, ale na samym pacjencie jak „odkrył” to mu nie wychodzi, nie on jeden zresztą, gdyż jest tylko przypadkiem szczególnym nieuctwa w dziedzinach wiedzy tajemnej. Generalnie, w uzdrawianiu, w bioenergoterapii i leczeniu duchowym, od zawsze zasada jest taka, że jak ktoś nie umie uzdrawiać dotykiem, bezpośrednio, to nie umie też z odległości i na pewno nie jest przyczyną sprawczą uzdrowień. I wszystko wiadomo o rojeniach takich nawiedzonych osób jak niejaki Waldemar Majkutewicz ze Szczecina

Waldemar_Majkutewicz

Wystarczy jedno spojrzenie prawdziwych jasnowidzów, aby wiedzieli z czym mają do czynienia, chociaż twarz delirycznego alkoholika skrzyżowanego z typowym trollem internetowym także sama mówi za siebie, nawet bez jasnowidzenia. Jak ktoś nie umie jeździć samochodem, to na odległość przez połączenie typu Skype też nie pojeździ. Uzdrawianie na odległość to wyższy stopień uzdrawiania bezpośredniego przez dotyk. I nie ma nic odwrotnie ani inaczej. Oszuści i naciągacze reklamują się, że uzdrawiają tylko na odległość, bo są oszustami wyłudzającymi pieniądze i niczym więcej. I w zasadzie to tyle w temacie dobrze znanym od tysiącleci, o którym 4 tysiące lat temu chociażby w Persji były już edukacyjne opowieści pod hasłem jak takich rozpoznawać i jak się takich wystrzegać.

Waldemar Majkutewicz całe wnętrze ma toksyczne, toksycznie szkodliwe. Nie ma zielonego pojęcia o działaniu energii i działaniu ludzkiego umysłu. Ludzie nie powinni mieć z takim oszołomem kontaktu. Jest sam dla siebie niebezpieczny. Pieprzy bez sensu na tematy o których nie ma nawet zielonego pojęcia. Nie nadaje się nawet na „paszę dla zwierząt”, tych astralnych oczywiście, bo złe duchy i demony objadły go już ze wszystkiego co tylko energetycznie nadawało się do spożycia. Jest zwykłym czubem ze spaczonym umysłem, który trollując domaga się „potwierdzeń liczby zwłok przez policję” – nie wiadomo tylko czy chodzi o zmarłych dobowo czy może o zdalnie uśmierconych przez czarnoksięskie poczucie mocy Waldemara Majkutewicza. Jak wiadomo uzdrowicielom duchowym i magom, poczucie mocy, niesprawne przy pacjencie, a rzekomo wielkie wedle pacjenta „na odległość” to paskudny objaw w przebiegu schizofrenii paranoidalnej (urojeniowej).  Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Weganizm to satanizm – weganie to sataniści


Weganizm to satanizm, a weganie to zwykle sataniści

Słowo VEGAN, po polsku Weganin zostało stworzone po raz pierwszy w 1944 roku przez Donalda Watsona (założyciela Towarzystwa Wegańskiego), który wykorzystał trzy pierwsze i dwie ostatnie litery ze słowa vegetarian (po polsku: wegetarianin.

Towarzystwo Wegańskie (ang. Vegan Society) zostało założone w listopadzie 1944 przez Donalda Watsona oraz Elsie Shrigley w celu zorganizowania wegetarian, którzy nie spożywali nabiału czy innych produktów odzwierzęcych. Towarzystwo Wegańskie (ang. Vegan Society) – organizacja charytatywna zarejestrowana w Wielkiej Brytanii w celu promowania ideologii weganizmu. Utworzone 1 listopada 1944 przez Donalda Watsona Towarzystwo było pierwszą organizacją skupiającą wegan i rozpowszechniło używanie słowa weganizm dla „bezmlecznego wegetarianizmu”. W 50 rocznicę utworzenia Towarzystwa, w 1994, data 1 listopada została ustanowiona Światowym Dniem Wegan. W 1994 roku przewodniczący Towarzystwa Wegańskiego Louise Wallis ogłosił 1 listopada Światowym Dniem Wegan.

Weganizm-Satanizm-Kozioł-Bafomet

Weganizm to pierwszy stopień wtajemniczenia w satanistyczny kult Bafometa – kozła weganina

Pierwsze stowarzyszenie wegańskie w USA zostało założone w Kalifornii w 1948 przez dr Catherine Nimmo i Rubin Abramowitz i następnie w 1960 włączone do Amerykańskiego Towarzystwa Wegańskiego (ang. American Vegan Society) założonego przez Jaya Dinshaha. W Polsce weganizm promuje m.in. Stowarzyszenie Empatia. Inspiracją dla powstania weganizmu w połowie XX wieku był satanistyczny kult kozła Bafometa – szatana wegana.

Mało jednak osób pragnie dziś pamiętać, że praktycznie wszystkie osoby jakie stoją za założeniem licznych organizacji wegańskich w połowie XX wieku były mniej lub bardziej powiązane ideologicznie z ruchem światowego satanizmu, lucyferyzmu i setyzmu, w tym szczególnie z tak zwaną Świątynią Trapezoidu i Zakonem Trapezoidu. Zarówno amerykańskie organizacje wegańskie jak i brytyjskie, wszystkie od początku są zewnętrzą działalnością mającą światowej organizacji satanistów zapewnić jak najlepsze Public Relation jako zdecydowanych obrońców zwierząt.

Do lat 40-tych i 50-tych XX wieku w zasadzie istaniała rozsądna kuchnia wegetariańska, ale od 1944 roku w umysłach satanistów powstał program ideologiczny ujawniony jako weganizm (w tym witarianizm i frutarianizm) mający niejako odróżnić się od wszystkich prozdrowotnych i religijnych (w tym biblijnych) wegetarian, którzy zwykle jedli jajka, miód, pili mleko i spożywali przetwory mleczne jak sery i twarogi czy kefiry. Grupy satanistyczne w tym szczególnie Zakon Trapezoidu powstały i rozwiniety z inicjatywy Szandorra LaVey’a zajmował się stwarzaniem nośnych ideologii mającej na celu poprawę wizerunku satanistów, lucyferystów i setystów oraz dać podstawy dla uczynienia z satanizmu konkurencji dla tradycyjnych religii. Idea, że sataniści są lepsi od wszystkich religii, bo nie zadają cierpienia zwierzętom walcząć o ich prawa chwyciła w wielu środowiskach, szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii. Szczytne ideały zdrowotne żywienia wegetariańskiego zostały wypaczone iście diabelskim pomysłem wyprodukowania ideologii satanistycznej i zakładania towarzystw wegańskich jako struktur zewnętrznych światowego satanizmu najbardziej zakorzenionego w Wielkiej Brytanii i USA.

Wedle jogi i innych tradycji ascetyczno-mistycznych, restrykcyjne diety roślinne nie powinny być stosowane z uwagi na ich możliwą szkodliwość dla zdrowia jeśli osoba nie ma dużego doświadczenia w praktykach metafizycznych i zaawansowania w rozwoju duchowym. Wedle satanistów, przejście na dietę wegańską automatycznie miało wynosić na wyżyny rozwoju duchowego, co było przedmiotem propagandy satanistycznej w latach 60-tych XX wieku, której skutki odczuło w USA i Wielkiej Brytanii kilka milionów ludzi uwiedzionych satanistyczno-lucyferycznym weganizmem. W latach 70-tych i 80-tych okazało się, że w ciągu 10-15 lat ponad 84 procent osób rezygnuje z weganizmu gdyż jest zwyczajnie szkodliwy dla zdrowia wiekszości ludzi, a tylko niewielki procent, około 16 procent, o odpowiednich widać już predyspozycjach może pozostać dłużej na diecie wegańskiej. Słusznie zatem w systemach takich jak joga, weganizm i podobnie restrykcyjne diety stosuje się jedynie w ramach praktyk ascetyczno-mistycznych, często jedynie okresowo, przez 21 dni lub przez 40 dni raz do roku, w czasie odosobnień dla zaawansowanych.

Lekceważenie zasad zdrowego odżywiania i udawanie zdrowia na diecie to choroba trwająca u większości wegan przez okres od kilku miesięcy do nawet 10-15 lat. Powtarzające się bóle brzucha, migreny, złe samopoczucie, ciągły brak energii są poważnymi sygnałami, których istnieniu nie można z czasem zaprzeczyć. Niedobory witamin, podatność na infekcje i kontuzje uświadamiają ich źródło – zbyt restrykcyjna i surowa dieta wegańska. Zjawisko to znane jest w jodze od tysięcy lat, jednak amerykańscy sataniści nie przewidywali intensywnych treningów fizycznych w jakich mogą się pojawiać kontuzje czy infekcje z powodu złego odżywiania się wegańską dietą. Na dietę wegańską często przechodzą w praktyce osoby ze skłonnościami do ortoreksji (obsesji na punkcie liczenia kalorii i zdrowia), a także osoby z zaburzeniami psychicznymi typu anoreksja, bulimia, obsesje antyglutenowe i wiele podobnych. Zwykle na początku w ciągu kilku tygodni czy miesięcy zdrowie się nieco poprawia, ale po kilku latach najdalej zaczyna słabnąć i się z czasem całkowicie sypie. W ten sposób 84 procent z tych, co przeszli na weganizm w czasie 10-15 lat rezygnuje z tej zbyt restrykcyjnej dla nich diety podjętej z powodu źle pojętej miłości do zwierząt i chorobliwej sensytywności czyli nadwrażliwości na cierpienie innych stworzeń.  Czytaj resztę wpisu »

Demoniczni liderzy – sekty regresing i NLP


Straszliwi demoniczni liderzy sekty regresing i NLP

Współcześni nawiedzeni uważający się bezpodstawnie za uduchowionych często są zwani terminem “duchowiacy” (od ‚duchowi maniacy’), a cechą ich jest, że udają iż widzą wszędzie tylko dobro i pozytywne energie. Tak twierdzą amerykańskie płytkie doktryny pozytywnego myślenia, a oni w nie bezkrytycznie wierzą. Problem w tym że oni tego nie czują i nie rozumieją, oni tylko uwierzyli “intelektualnie” w tę ideę, i próbują zakłamać nią rzeczywistość. Świat pokazuje im podłość, ale oni wmawiają sobie że to dobro. Świat pluje im w oczy, a oni twierdzą że to deszcz pada. Jest wielka różnica między człowiekiem który tę ideę odczuwa i rozumie, a tym który w nią uwierzył tylko intelektualnie. Człowiek który czuje i rozumie, angażuje do poznawczego skoku podświadomość, a ten który wierzy, tylko umysł świadomy i to przy słabo rozwiniętej świadomości – a to znacznie za mało. Jeśli podświadomość boi się pająka, komara bądź małej dżdżownicy, na nic logika i fakty. Umysł świadomy wie że są niegroźne, ale to nic nie zmienia – strach istnieje nadal, paraliżuje każdy ruch i myśl na samo wspomnienie pająka. Jeśli świadomość i podświadomość mają inne zdanie, to wygra zawsze bokser wagi ciężkiej – podświadomość. Świadomość to tylko mistrz karate na playstation, wobec potęgi ludzkiego niższego Ja i zbiorowej nieświadomości.

Niebezpieczne sekty

Niebezpieczne sekty

Najbardziej wierzą w pozytywne myślenie i tylko dobro osoby o płytkich umysłach, o słabo rozwiniętej świadomości, takie, u których reakcje podświadome wyraźnie dominują, co można określić mianem dusz niemowlęcych i młodych. Dusze im są bowiem starsze wyedukowane doświadczeniem poprzez wiele wcieleń, tym są bardziej odporne na płytką demagogię rodem z njuejdżowej Ameryki, głębiej czują i rozumieją, a na końcowym etapie szybko dociekają Prawdy i nie dają sobą manipulować z pomocą płytkich ideologii tandetnego rodzaju. Stare dusze są w archetypie mędrców i dlatego nie nabierają się ani na tandetne ideologie mentalistów, dobroćków od pozytywnego myślenia, ateistów czy urojonych i absurdalnych dogmatów chrześcijańskich teologów o charakterze skompromitowanego przez stulecia bełkotu. Tylko małe dziecko uwierzy, że lalka jest żywą istotą, tylko młoda, niedorozwinięta świadomość uwierzy, że sama myśl jest rzeczywistością, kiedy to zaledwie wstępny szkic czegoś, czego w rzeczywistości jeszcze nie ma nawet jako projektu.  Czytaj resztę wpisu »

Regresing i Leszek Żądło – sekta upadłych aniołów


Leszek Żądło i demoniczna sekta regresing

Charakter doświadczenia wewnętrznego analizujemy po skutkach w wymiarze indywidualnym jak i w stosunku do bliźnich, a nie po treści publikacji pseudo duchowych i pseudo ezoterycznych. Nie zawsze jednak głosiciela prawd rzekomo duchowych znamy osobiście na tyle, żeby wnioskować po jego życiu czy codziennym funkcjonowaniu. Jak zatem zweryfikować rzekomo system duchowy, który głosi jak przykładowy regresing Leszka Żądło? W dobie internetu mnożą się strony oświeconych mesjaszy, channelingowców, następców Jezusa i samych Jezusów, wizjonerów anielskich, autorskich szkół bioterapii, ezoteryki i sam czort wie czego. Jak mamy rozpoznać, który rzekomy system duchowy jest właściwie ukierunkowany na zintegrowanie jaźni i osiągnięcie swojej pełni? Wielu zastanawia się czy lider regresingu taki jak Leszek Żądło jest mistrzem oświeconym, guru, satanistą, oszustem duchowym, zdolnym psychotronikiem, czcicielem Lucyfera, channelingowcem, upadłym aniołem, strzygą czy może jakimś innym demonem.

Leszek Żądło sekta regresing

Leszek Żądło – Sekta Regresing

Część ludzi zajmujących się regresingiem twierdzi, że widzą przeszłe wcielenia swoje i innych ludzi. Część z nich rzeczywiście ma czasem coś mądrego do powiedzenia, ale to może być przypadek. Większość z nich jednak tak bredzi, jakby byli we władzy upadłych duchów, demonów. I ta właśnie większość regreserów powinna poddać się egzorcyzmowaniu, oczyszczeniu z hipnotycznego opętania. Część bowiem upadłych aniołów, które gloryfikują zło, stosują diaboliczne oszczerstwa, to złośliwe istoty opętujące naiwniaków, którzy chcieliby od nich dostać moc. Upadłe anioły stawszy się demonami często w odczuciu zwykłych ludzi emanują niezwykłą mocą duchową i psychiczną, parapsychiczną. Nie jest to jednak boska moc anielska, jaką dysponowały w dniach swej świetności, ale ma ona wpływ na innych ludzi. To dlatego jednostki te często są zauważane, stają się liderami psychikami, takimi jak Leszek Żądło, Andrzej Struski aka Gryf144 czy sam Edward Mielnik razem z ich demonicznymi mocami rodem z czarnoksięskiej Atlantydy.

Leszek Żądło to satanistyczny psychik, który ścieżki duchowego rozwoju jeszcze nawet nie rozpoczął, chociaż jak każdy mógł się książek na ten temat naczytać i ma jakieś koncepcje o czymś, o czym nie ma w praktyce pojęcia. łatwo jest kupić trzy książki o hunie i napisać na ich podstawie swoją własną, tyle, że tak napisana przez Leszka Żądło książka nie wnosi nic nowego do tematu i lepiej te trzy z których się plagiat robiło sprzedawać. Sporo takich osób spotkamy w środowiskach psychotronicznych, zatem jeden więcej czy mniej nie dziwi. Oczywiście, mroczne, demonicznej jakości byty czy osoby będą lgnąć do nieco bardziej mrocznej osoby jako do swojego naturalnego przywódcy. Taki psychik może być czasami okresowo dobry jako uzdrowiciel czy jakiegoś rodzaju terapeuta ale nie powinien wykraczać poza ścisłe ramy terapeutycznych zastosowań danej metody. Wtedy wszystko będzie dobrze, jednak w wypadku sekty satanistycznego rodzaju jaką stworzył Leszek Żądło nie jest. Z samej demonicznie satanicznej wibracji imienia Leszek wynika, że jak osoba będzie dalej identyfikowana przez takie imię, to w tym życiu zawsze będzie należeć do niskich, mrocznych, ściemniających poziomów. Jest to dość mocna wskazówka znana od wieków, jeśli personalia osoby są autentyczne i niezwykle rzadko taką interpretację trzeba zmodyfikować z powodu jakiś specyficznych okoliczności.  Czytaj resztę wpisu »

Mooji – Tony Moo Young – oszust z Jamajki i Londynu


Mooji – oszust Tony Moo Young z Jamajki i Londynu

Oszustów grasujących pod szyldami duchowego nauczyciela czy nawet mistrza jest coraz więcej, a niektórzy biją wszelkie rekordy ogłupiania naiwnych, którzy ślepo ufają każdemu potworkowi na jakiego trafią i nie dotyczy to tylko lokalnego polskiego podwórka, z jego skompromitowanymi postaciami pokroju Leszka Żądło i jego regresingowej ferajny czy Gryf144 i K12G – Andrzeja i Magdaleny Struskiej, Kajfel – Jakób Jakub Sztajber albo może Astromarii – Marii Sobolewskiej. Kompromitacja w dziedzinie duchowej to chodzenie więcej niż jeden raz przez pomyłkę do osobników takich jak opisywany poniżej Mooji. 

Mooji w kąpieli ze swoimi seks króliczkami z haremu sprofanował święte miejsca hinduizmu

Mooji w kąpieli ze swoimi seks króliczkami z haremu sprofanował święte miejsca hinduizmu

MoojiTony Moo – właściwie Anthony Paul Moo-Young, ur. 29 stycznia 1954 roku w Port Antonio na Jamajce. Mooyoung w 1969 wyemigrował do Londynu, gdzie rzekomo przez wiele lat pracował jako artysta, w rzeczywistości malował rzemieślniczo portrety na ulicy, a w późniejszym okresie również jako pozalekcyjny nauczyciel podstaw rysunku w Brixton College. Mooji jest obecnie uważany za duchowego lidera szarej strefy New Age z Londynu. Twierdzi, że pobierał nauki od Papaji. Mieszka na stałe w Anglii, ale równie często podróżuje po całym świecie nauczając o njuejdżowej duchowości wedle własnego pomysłu i pomylenia umysłowego. Znany jest z rzekomo prostoty przekazu oraz radosnego sposobu w jaki przemawia do słuchaczy. Jak wiadomo, tzw. proste przekazy skierowane są do ludzi naiwnych, o niskiej inteligencji, łatwych do omotania i zmanipulowania.

Mooyoung nigdy nie został wtajemniczony jako Swamin ani nauczyciel adwaita wedanty, zatem na pewno nie reprezentuje indyjskiego nauczania duchowego, pod które się bezczelnie i wrednie podszywa. Pozy przybierane przez Mooyoung’a przypominają skrzyżowanie Mahatma Gandhi z Bobem Marley’em i są powszechnie obśmiewane w brytyjskich kręgach duchowości wschodniej i ezoterycznej (okultystycznej). Mooji, lepiej znany jako Tony Moo, zażera się kilogramami kurczaków i kaczek, które zjada w najlepszych restauracjach w czasie swoich rzekomo duchowych podróży czy może tripów, zjazdów. W Indii powiada się, że ludzie zażerający się górą mięsiwa dziennie mają tyle wspólnego z duchowością i oświeceniem, co gówno z perfumami. 

Mooji czy Mooyoung to facet który w ludziach wywołuje raczej negatywne odczucia, wygląda jak jakiś dyktator czy kacyk z Ugandy czy innego afrykańskiego kraju z buszem. To pewnie zwyczajny wytrzeszcz, jaki ma 80 procent długoletnich narkomanów, w tym Hindusów, co całe życie ćpają gandzie i nie wiedzą jak się nazywają. Jamajka jak wiadomo słynie z powszechnego zaćpania i jest jednym z głównych światowych producentów dragów. Czasami pierwsze wrażenie jest niezwykle istotne, czasami to może być resentyment. Choć w przypadku rzadko zawodzi, nie mniej jednak staramy się osiągnąć dystans do tego typu przeczuć, gdyż w istocie ważne jest tylko Jestem, życie chwilą, jak to u narkomanów i osób z mózgami wypranymi przez wiele lat ćpania.  Czytaj resztę wpisu »