Regresing miał zmienić życie – ryzykowny psychizm w sekcie


Regresing miał zmienić życie… Ryzykowny psychizm w sekcie 

Leszek uspokajał, że mogą być przejściowe kłopoty finansowe, ale to minie. Energia z kosmosu, gdzie wysyłali pieniądze, miała wrócić. Mówił: „wydawaj, bo inaczej zatrzymujesz w kosmosie energię”. Leszek uspokajał, że mogą być przejściowe kłopoty finansowe. Ale to minie. Energia z kosmosu, gdzie wysyłali pieniądze, miała wrócić. Mówił: „wydawaj, bo inaczej zatrzymujesz w kosmosie energię”. Kazał wszystkim nauczyć się szacunku do pieniądza. Banknoty miały być wyprostowane, ułożone w portfelu. Zmięte nie wracały. Zaczęli modlić się do pieniędzy.

Regresing - regress

Regresing – regress – uwstecznienie – cofanie się w rozwoju, cofanie się wstecz

Leszek, specjalista obróbki skrawaniem po zawodówce, potrafi wyleczyć raka, uleczyć duszę, sprawi, że będziesz bajecznie bogaty. Jest wiarygodny dla swoich klientów. Klientami, nie pacjentami nazywa zwolenników regresingu, którym szczepi jego zasady od 25 lat jeżdżąc po Polsce starym samochodem. – Cudem się z tego uwolniliśmy – przyznają dziś Elżbieta i Jan. – Ale do dzisiaj zbieramy jego gorzkie owoce. To manipulowanie ludźmi dla pieniędzy, wyrafinowana psychomanipulacja.

Poznanie Leszka

Elżbieta niczego nie poszukiwała, nie była zagubiona, nie potrzebowała duchowego wsparcia. Nie miała powodów, żeby w to wchodzić. Miała Janka, pracę, mieszkanie. Była menedżerem w jednym z funduszy emerytalnych. Dyrektorem regionalnym był Dariusz. Regresing miał być nowym, doszkalającym kursem. Dariusz był nim zafascynowany. Pojechali na obóz pod Piotrków Trybunalski w pięknym i drogim pensjonacie. Dla najlepszych sprzedawców i menedżerów. Był listopad, późna jesień.

Weszli do ciemnej sali, na stole świeczka, obok dzwoneczek. Elżbieta pamięta słowo-klucz, którego nie zapomni do końca życia – „prosperity”. To słowo przewijało się potem w regresingu. Szkolenie miało pomóc funkcjonować im, menedżerom, w świecie pieniędzy i bogactwa. Wieczorem biegli przez las, kąpali się nago w rzece, krzyczeli na całe gardło, taki tam powrót do natury. Gdyby nie Janek, wtedy jej chłopak, uciekłaby gdzie pieprz rośnie.

Tak poznali Leszka, szefa polskiego regresingu. Jej pierwszy raz, wtedy, na obozie. Praktykowała z Leszkiem. Miała oczyścić mięśnie ze stresu. Po wszystkim czuła, jak wychodzą z niej promienie. Dosłownie. Miała wizje słonecznych piasków. Nigdy potem to się nie zdarzyło. Taki kop transowy. 

Wolne datki zamiast pieniędzy

Dariusz rzucił hasło, żeby coś takiego zorganizować w Katowicach. Załatwili salę. Elżbieta z Jankiem dużo pracowali, chcieli się zrelaksować. Leszek mówił, że to grupa otwarta, ale są też zamknięte, bardziej elitarne, tylko dla wtajemniczonych. Nigdy nie wychodził sam z inicjatywą, zawsze robił tak, żeby ktoś o to zapytał. Po trzech spotkaniach zaczęli pytać, co trzeba zrobić, żeby stworzyli zamkniętą grupę, dla elity finansowej, żeby to głębiej poznać. Leszek powiedział, że muszą się spotykać raz w miesiącu, grupa nie może być mniejsza niż 20 osób (teraz już wiedzą, że chodzi o pieniądze), sala. Takie proste.

Elżbieta zaprosiła chłopaka, przyjaciółkę, kilku znajomych. Przez krótki czas znajdowała Leszkowi sale, dbała o ludzi, żeby płacili. 50-60 zł za weekendowy seans, potem 100 zł. Leszek nie brał pieniędzy tylko „wolne datki”, „ofiary”. – I wtedy tak charakterystycznie składał ręce, jakby przyjmował ofiarę – przypomina sobie Elżbieta. – Oczywiście nie mniejszą niż ustalona stawka minimalna. Do tego zwrot kosztów, bo dojeżdżał z innego miasta, z Gdańska benzyna plus amortyzacja za kilometr.

Każdy ma jakiś problem

Ludziom wmawiał: „Jesteś panem pieniądza”. Afirmowali swoje życie, rodziny, mężów, żony, partnerów, pracę, szkołę. Powtarzali odliczając Trzy, Dwa, Jeden: „Uda mi się podpisać ten kontrakt”, albo „Jestem silna”. Był tam Irek, właściciel sklepów z ekskluzywną odzieżą. Samotna Gosia, która miała problemy z synami. Aga, pielęgniarka z opolskiego, która skończyła tragicznie, odratowana po próbach samobójczych w psychiatryku. Rodzice tej Agi mieli potem pretensje do Leszka. Ten wzruszał ramionami. To ona się w nim zakochała, nieszczęśliwie.

Niebezpieczne sekty

Niebezpieczne sekty

Każdy miał jakiś problem. Wszyscy powtarzali pozytywne myśli, bo dzięki temu one staną się rzeczywistością. Nigdy się nie stały, bo pewnie za słabo się starali. Kładli się na materacach i oddychali. Głęboko, coraz głębiej. Leszek, twórca regresingu, powiedziałby, że „łączą oddech w zamknięty cykl z kodowaną myślą”. Łączyli „materię z duchem”. Myśli krążyły w przestworzach, trudno to opisać, smutek, żal, niepokój, uczucie ciepła. Elżbieta nie potrafi. Czuli mrowienie w nogach, dłoniach, drżenie ciała. Skurcze mięśni. Ich świadomość powracała do czasu życia w dawnych wcieleniach, Leszek ustawiał wszystkich jako dawną swoją rodzinę. Taka psychiczna „niby-terapia”.

Wizje wmówione przez regresing

Leszek z zawodu jest bodaj po zawodówce czy technikum, ma też jakiś kurs pedagogiczny. Podkreśla, że nie jest lekarzem ani psychologiem. Z braku kwalifikacji zrobił sobie atut paranormalny, uzdrowicielski, psychotroniczny. Powiedział kiedyś, że wie, jak wyleczyć raka. Trzeba wybaczyć. Nie przebaczyć, bo to jest częściowe darowanie winy, ale wybaczyć całkowicie.
Ludzie mieli różne wizje.

Elżbieta pamięta jedną z sesji regresingu – jest małą dziewczynką, w szpitalnym łóżku. Czuje się niekochana, samotna. Nie pamiętała rzekomo tego, że jako kilkuletnia dziewczynka trafiła do szpitala. Mama nie mogła dojeżdżać codziennie, ze względu na siostrę. Zagrzebana trauma powróciła. Tylko po co? Po sesjach rozmawiali, czyli „przepracowywali problemy”. Każdy opowiadał co go spotkało. Co czuł. Jakie ma lęki. To był „proces”. A potem szli do domów. Z tymi lękami, rozdrapanymi ranami. „Problemy trzymały mnie jak smycz” – powie później Beata, przyjaciółka Agi, która zrezygnuje po czterech spotkaniach. Do dzisiaj nie jest pewna, czy była w tym szpitalu czy też nie była i wszystko jej wmówił sprytny regreser Leszek.

Dziwne myśli 

Zwolennicy regresingu uważają, że podczas narodzin czy kolejnych odrodzin przeżywamy stres, który determinuje nasze późniejsze życie. Trzeba się od niego uwolnić, podobnie jak od schematów z poprzednich wcieleń. Pomaga w tym – paradoksalnie – powracanie do przykrych przeżyć. Pozwala zmierzyć się z nimi.

Janek: – Życie nasze zapisuje się jak film na taśmie. Co złe, spychamy. Oddychanie i kodowanie na Trzy, Dwa , Jeden – to wydobywa. Tylko co z tego? Do tego potrzebny jest psycholog, a nie regreser. Elżbieta po powrocie do domu łapała się na dziwnych myślach. Przecież Leszek jeździ starym autem. Kiedyś jak nocował u nich w domu, zobaczyła, jak pije wódkę, chociaż mówił na zajęciach, że nie pije, że jest niepijącym alkoholikiem. Stwórca regresingu, człowiek „wolny od wszystkiego”? To było trudne do poskładania. Coś zgrzytnęło w tej pięknej bajce.

Modlitwa do pieniędzy

Jednakże Leszek wykładał filozofię regresingu, a oni mu wierzyli. Chcesz być bogata, to wydawaj. Więc pieniądze przeznaczone dotychczas na rachunki Elżbieta z Jankiem zaczęli przeznaczać na przyjemności. Zaczęli dobrze jadać, na mieście, albo na wynos. Chociaż z domu wyniosła, że bez względu na to, ile zarabia, najpierw trzeba zapłacić rachunki, potem kupić to co niezbędne, to co zostanie idzie na przyjemności. Leszek poprzestawiał Adze system wartości do góry nogami. Przestali jeździć tramwajami, zaczęli taksówkami. Leszek uspokajał, że mogą być przejściowe kłopoty finansowe, ale to minie. Energia z kosmosu, gdzie wysyłali pieniądze, miała wrócić.

– Mówił „wydawaj, bo inaczej zatrzymujesz w kosmosie energię” – pamięta Elżbieta. Leszek kazał wszystkim nauczyć się szacunku do pieniądza. Banknoty miały być wyprostowane, ułożone w portfelu. Zmięte nie wracały. Zaczęli modlić się do pieniędzy. Afirmowali „prosperity” powtarzając: „Mam zawsze przychodzące do mnie pieniądze”. Powtarzali i pisali te afirmacje o pieniądzach po kilkaset razy, kodowali z pomocą regresera i jego asystentów. Leszek kazał, aby było to w ładnym dużym zeszycie A4. Pisanie też miało być wyjątkowe – po lewej stronie, patrząc na prawą stronę zeszytu. Takie robienie czegoś wielkiego z niczego. Z bzdury.

Odchodzenie z sekty regresingu

Janek z Elą świetnie zarabiali. Mieli własne firmy. Na miesiąc wyciągali 7-10 tysięcy zł. Na święta Elżbieta kupiła prezenty dla bliskich za tysiąc złotych. Dla dwóch osób. Przychodziły rachunki za telefon w wysokości 1200 zł. Janek zaczął marudzić, że to do niczego nie prowadzi. Elżbieta wierzyła, że to kiedyś „zatrybi”. Raz zrobili przyjęcie za 6 tysięcy zł, ich ślub cywilny. Pierwszy raz nie zapłaciła ludziom pensji. Nie zapłaciła ZUS. Kłopoty zaczęły się na dobre.

Leszek zaczął sugerować, że są wybrańcami, że będą nieśmiertelni, wyzwoleni od dawnych wcieleń w biedzie i będą mogli robić cuda, a on ich nauczy chodzenia po wodzie tak, jak robił to Jezus. Adze to całe leżenie i kodowanie się dla relaksu zaczęło pachnieć sekciarstwem. Ona była trochę religijna, usposobiona do mistyki, modlitwy i kontemplacji. Któregoś dnia przypomniała sobie werset z Pisma Świętego „Poznacie ich po owocach”. A te owoce były złe, albo wcale ich nie było. Popatrzyła na ludzi z grupy. Wszystkim się życie rozpieprzyło – Irek stracił sklepy, Dariusz rozwiódł się z żoną, był bez pieniędzy. I ta druga Elżbieta, pielęgniarka…

Janek dostał bilet do wojska, ale kiedy Elżbieta została bezrobotna, nie wzięli go. Kłopoty finansowe, potem jeszcze ich coraz gorsze relacje, zaczęło ich to wszystko przygniatać. Któregoś dnia powiedzieli: dość. Spalili wszystkie książki, notatki, materiały o regresingu, zeszyty do kodowania umysłu. Leszek dzwonił jak oszalały. Czemu nie chodzą na zajęcia, co się stało? Chciał się spotkać. Powiedzieli: NIE. Elżbieta przez pół roku bała się wyjść z domu. Leszek jej się śnił jako potwór, bestia, tyran, niszczyciel. Wpadała w psychozę.

Pewnie jednak jest tak, że rozrzutność i marnotrawienie pieniędzy, bezmyślne wydawanie żeby się pokazać, przyczynia się raczej do wzrostu biedy niźli do wzrostu dochodów – tak przynajmniej twierdzą miliarderzy! W kursach profesjonalnych dla milionerów najważniejsze jest prawo oszczędzania, a rozrzutność i marnotrawienie pieniędzy na zbytki jest surowo zakazane! Może Leszek zatem jest zwyczajnie niedouczony, a słowo prosperity źle zrozumiał? I jeszcze jedno: psychologia pracy badająca przydatność ludzi do różnych zawodów, wyraźnie uczy, że nie każdy nadaje się na dyrektora firmy ani na dobrego właściciela prosperującego biznesu, nie każdy ma umysł milionera, nie każdy jest w stanie być bogaty, zatem droga ku temu dla wielu może być bardzo długa, nawet jak się uprą. Ostrożnie zatem z takimi kursami, ostrożnie z absurdalnymi kredytami na konto afirmacji, które jeszcze nie zaczęły działać.

Dzień dzisiejszy już bez sekty regresingu 

Elżbieta i Janek chodzili do Leszka przez rok. To było kilka lat temu, ale gorzkie żniwo pseudoterapii zbierają do dziś. Niczego nie mają, prócz 15-letniego malucha, wynajętego pokoju z kuchnią. Kredyty do spłacenia zaciągnięte na firmy, których już nie ma. Elżbieta dzisiaj: – Naprawiamy to, co popsuliśmy. Niczego już nie chcemy. Nie mamy ambicji być bajecznie bogaci. Chcemy w spokoju dotrwać do starości. Tyle.

Leszek obecnie prowadzi regresing w kilku miastach. W rozmowie z dziennikarką dziwi się, że efekty jego ćwiczeń są tragiczne w skutkach. Gra słowami. – Nikt się do mnie z tym problemem nie zgłaszał, gdyby to zrobił, wprowadzilibyśmy korektę – mówi spokojnie. Jest przekonany, że to „efekt niedoskonałości praktyki” oraz tego, że „ludzie nie biorą stuprocentowej odpowiedzialności za swoje życie”.

O sobie mówi że „jest najtwardziej stąpającym po ziemi człowiekiem”. – Nie wyciągam od ludzi pieniędzy. Dają tyle, ile uważają. Na pytanie, czy bierze odpowiedzialność za ludzi, których uczy regresingu, odpowiada: – Nie daję nikomu gwarancji, że będzie lepiej. Mówię, że ma być dobrze. Jest różnica między tym, co ja mówię, a tym co inni słyszą.

Niestety, nie bardzo wiadomo, gdzie po takim rozkładzie psychiki i życia szukać pomocy. Psycholodzy nie zawsze umieją poskładać człowieka po rozwaleniu go przez kogoś kto wymyślił sobie jakąś ku temu służącą pseudoterapeutyczną metodę manipulacji psychicznej. Może trzeba przywołać z powrotem te aniołki stróże lub strażników dharmy (dla buddystów), od których zgubny regresing brutalnie odcina, a może trzeba zaryzykować kolejną niepewną terapię, po której znów nie koniecznie będzie lepiej? Niektórzy radzą medytacyjną jogę albo grupę charyzmatycznej odnowy – licząc, że albo długie medytacje albo cud tylko jeszcze pomoże. Inaczej pozostaje psychiatra i psychotropy – jako skutek regresingowej głupoty, opatentowanej przez Leszka w urzędzie patentowym.

  • Słowo „regresing„, z języka angielskiego, oznacza „cofanie się”, „uwstecznianie”, „cofanie się w rozwoju”, po prostu regres na każdej linii….

Spisała: Izabella – dziennikarz śledczy, 2005-2006

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Regresing miał zmienić życie – ryzykowny psychizm w sekcie”

  1. Anna Says:

    Głupie i nieprawdziwe są wywody Leszka Żądło i jego bezmózgiej sekty.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: